Rag week… i życie toczy się dalej

Dwa tygodnie temu przywitanie Chińskiego Nowego Roku (chińskie jedzenie, występy, m.in. Dance Society, a także po wszystkim karaoke), zeszły tydzień był to tak zwany Shag week, zaś teraz mamy Rag week. Kolejno następujące po sobie tygodnie są wypełnione po brzegi w atrakcje. Na nudę więc narzekać nie można ;D

Shag week poprzedzał Walentynki. Było więc bardzo dużo eventów i wydarzeń poświęconych tematyce związków międzyludzkich, miłości, czy nawet seksu, bo tego tematu uczelnia w ogóle nie unika. Można było np. do specjalnie przygotowanej skrzynki wrzucać kartki z wszelkimi wstydliwymi pytaniami, by otrzymać odpowiedź. Przyznam szczerze, że nie śledziłam dokładnie tych wydarzeń, ale na nudę narzekać nie można było. Dla każdego zainteresowanego polecam śledzenie fanpage’a Student Union, uniwersytetu i czego tylko innego tam znajdziecie. 🙂 Żałuję, że na moim Polskim uniwersytecie się tyle nie dzieje.

Również tak wypadło, że w tym tygodniu była Środa Popielcowa (kto chciał, mógł uczestniczyć w Mszy Świętej odprawionej w wielkiej sali), a także karnawał brazylijski! Oczywiście, nie było tu takiej zabawy, o jakiej każdy myśli (Rio de Janeiro i te sprawy ;D), ale na nudę także nie można było narzekać. Brazylijczycy postanowili podzielić się z nami swoją kulturą i przygotowali specjalny wieczór atrakcji, w którym można było wziąć udział. Była więc góra jedzenia brazylijskiego, taniec Ferro i samba brazylijska, quiz nt. Brazylii i inne. 😀 Trzeba przyznać, że było tłoczno, głośno, wesoło i ciekawie 🙂

Rag Week zaś śmiem porównać do naszych Juwenaliów. Dlaczego? Dlatego że w tym tygodniu codziennie jest masa imprez. Ba, istnieje niepisana zasada/tradycja, jak zwał tak zwał, że nie chodzi się na zajęcia. Ktoś z Irlandczyków mi opowiedział, że podobno kiedyś nie było w tym czasie zajęć. Teraz teoretycznie są…. ale i tak na nie większość nie chodzi. W tym tygodniu się baluje. Ot i już. I co zabawniejsze, wykładowcy są na to przygotowani. Mimo że mówią, że zajęcia są normalnie i tak dalej, to w końcu (tak było w moim przypadku) powiedzieli, że „yhh, zajęcia są wtedy i wtedy normalnie, a tak to róbcie o chcecie xD, ale jak przyjdziecie to przynieście projekt”. Jeśli któryś tego nie powiedział, i tak było wyczuwalne, że nie spodziewa się, że wiele osób przyjdzie.

Jako grzeczni Erasmusi przyszliśmy w poniedziałek na jedne zajęcia. Ni hu hu, nikogo poza naszą małą grupką nie było. 😀

Nie jestem człowiekiem imprez, średnio się czuję w klubach, ale postanowiłam wybrać się w poniedziałek na koncert Cascady, który miał się odbyć w Karmie, jednym z dwóch najpopularniejszych klubów w Athlone. Bilety kosztowały 10 euro, poszły wszystkie. Sama miejscówka, muszę przyznać, że naprawdę super. Jest tam klimatycznie i naprawdę bardzo fajnie, mogłabym tam chodzić. Ale jako że nie jestem party girl, to takie ogromy ludzi pchających się na mnie, za mną i przede mną był strasznie stresujący i mało przyjemny. Mimo to warto było się ten raz wybrać. Cascada dała czadu, ludzie śpiewali z nią, było super 😀

Miałam też małą osobistą wtopę, związaną z moim słuchem, ale co się dziwić. Zbyłam to śmiechem. Podeszłam do baru i poprosiłam drinka tego z tym. Chyba się nie zrozumiałyśmy z panią barmanką, bo po nalaniu mi do szklanki alkoholu, postawiła obok litrową butelkę popularnej tutaj oranżady (dobrej, by the way). Ja tak patrzę, co teraz, no ale widzę, że nie zwraca już na mnie uwagi. No to doszłam do wniosku, że okej, chyba kupiłam butelkę oranżady dodatkowo. Więc butla pod pachę i idę do koleżanek. 😀 Śmiałyśmy się z tego strasznie. Nie zdążyłam jej jednak wypić, bo przyszedł jeden pan zbierający naczynia i zabrał mi butelkę, mówiąc, że musi. Nie pomogło moje przytulanie jej i twierdzenie, że jej kupiłam. 😦 Zabrał. Potem, jak sprawdziłam rachunek w domu, okazało się, że nie ma tam ani słowa o oranżadzie… Tak więc bardzo zabawna sytuacja, choć trochę niepewna, hahaha 😀

Wczoraj wieczorem zaś Movie Society puścił film „50 shades of Gray”. Przyznam uczciwie, że chciałam się wybrać. Zapewniają popcorn, picie i w ogóle sympatyczny klimat. Niestety mam jedno ale. W Student union jest dosyć kiepskie nagłośnienie, co MNIE OSOBIŚCIE uniemożliwia rozumienie dialogów. Byłam już na kilku filmach, więc wiem…

Cóż, Rag week dopiero się zaczął. Zobaczymy więc, co się będzie działo dalej ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s