Przed świętami – Cashel i Galway

Oto dłuuugo pisany przeze mnie wpis dotyczący ostatnich wycieczek w poprzednim semestrze! 😀

Muszę Wam przyznać, że po powrocie tutaj ze świąt wpadłam w fascynująco leniwy tryb. I mean, nie jestem leniwa. Chodzi o to, że życie tutaj, przynajmniej moje obecnie, jest takie bardzo spokojne. Kilka zajęć, trochę rzeczy zrobienia, kilka klubów, jakieś eventy na uczelni…. Ale tak poza tym to odkrywam siebie na nowo. Wracam i odkopuję swoje stare pasje, czyli czytanie i pisanie. Bardzo dawno się tym nie zajmowałam. Mimo że mam dużo wolnego czasu, absolutnie nie narzekam na nudę. To dla mnie fascynująco nowe uczucie, zważywszy na fakt, że jeszcze w poprzednim semestrze praktycznie nie radziłam sobie z nadmiarem wolnego czasu.  Kilka osób, które tu mieszka, a z którymi miałam przyjemność porozmawiać, powiedziało, że tak się tu właśnie żyje. Zero stresu, spokojnie. Bardzo ciekawi mnie, czy tak jest naprawdę. Fakt, że w porównaniu do mojego okresu studiów w Poznaniu, różnica jest ogromna. No ale to tak wszystko nawiasem mówiąc. 🙂

W tej notce chciałabym jeszcze wrócić pokrótce do wydarzeń z poprzedniego semestru, poprzedniego roku, gdyż do tej pory nie udało mi się spisać dwóch wycieczek.

Pewnego razu wraz ze znajomym postanowiliśmy wybrać się do miasta o rycersko brzmiącej dla mnie nazwie Cashel. Zainspirowało mnie do tego polecenie znajomych, którzy zwiedzili tamtejszy zamek. Wywarł na nich niezłe wrażenie, toteż pomyślałam, że why not, też pojadę. Nie mam pojęcia wiele o historii miasta, ale główną atrakcją, na jakiej nam zależało był Rock of Cashel, który widać poniżej.

Rock of Cashel

Mieliśmy szczęście w nieszczęściu 😀 Dlatego że akurat przeprowadzany jest remont kapliczki, stąd te rusztowania na zdjęciu. Byliśmy przerażeni, że przyjechaliśmy na próżno, ale voila, mieliśmy szczęście.

Zamek postawiony jest na wzgórzu, w niewielkim oddaleniu od życia miasta, przez co ma się wrażenie, że nagle człowiek znajduje się w zupełnie innej epoce. Ba, wychodząc na tył zamku, gdzie postawione są groby ważnych dla tego miejsca ludzi, przed nami rozpościera się ogromny i piękny widok na okolice.

Zamek, choć niewiele w nim do zwiedzania poza murami, zrobił na mnie  wrażenie. Bardzo wyczuwalny jest magiczny i stary klimat tego miejsca. Mury pochodzą z XII/XIII wieku, jeśli mnie pamięć nie myli (jeśli jednak myli to przepraszam). Miałam wrażenie, że przemykają pomiędzy nami dusze, choć to głupio pewnie brzmi. Ale naprawdę.

Szczęście nam na dodatek sprzyjało, dlatego że świeciło słońce (TAK, W IRLANDII! :D) i oświetlało te stare ściany, wpadając przez okna widoczne poniżej. Niesamowite wrażenie. Na dodatek trafiliśmy jeszcze na porę, gdzie wyświetlano film o tym miejscu.

IMAG1770

Podsumowując: zamek, jak na mnie, warty zobaczenia. 😀 Zaś samo miasto Cashel? Jak każde inne irlandzkie miasteczko. 🙂

Inna wycieczka, na jaką się wypuściłam, tym razem sama, odbyła się do Galway, słynnego dużego miasta, znajdującego się około dwie godziny drogi busem od Athlone. Wybrałam się tam dlatego, że postanowiłam zobaczyć słynny Christmas Market. Tak, przyjechałam tam w grudniu, jakiś tydzień przed wylotem do Polski.

Niestety, nie posiadam wiele zdjęć z tej wycieczki. To zdjęcie poniżej zrobione jest przy wybrzeżu. Rzeka była wtedy bardzo niespokojna, co nadawało fajnego wrażenia spacerowi.

IMAG1887

Muszę jednak powiedzieć, że jeśli macie okazję pojechać na Christmas Market, polecam to zrobić! Szczególnie jeśli możecie zobaczyć go w Galway. Przyznaję, że połączyłam łażenie po ulicach i sklepach z samym Christmas market. Ogromne na mnie wrażenie zrobił ruch. Sam ten ryneczek był niezwykle uroczy, ale dotarłam na niego na samym końcu. Najpierw zwiedziłam brzeg Galway, dochodząc aż do Spanish Arc, za którym znajdowały się kolejne świąteczne stoiska i stragany. Po przejściu ich znalazłam się chyba w centrum, dlatego że były tam tłumy ludzi i masa uroczych sklepików i restauracji. Istny szał świąteczny. Klimatu dawały ozdoby świąteczne, a także kolędy śpiewane przez ulicznych artystów. BA, trafiłam nawet na Szopkę! Jeden mężczyzna stworzył prawdziwą Szopkę, z osiołkiem, psem, dzieciątkiem… Przyciągał uwagę. 😀 O, wrzucę zdjęcie poniżej:

IMAG1891

Jeśli macie możliwość jednak, wybierzcie się na takie coś z kimś. Samemu łazi się naprawdę fajnie i tak dalej, ale jeśli będziecie z kimś, będzie Wam raźniej robić zakupy, łazić po sklepach, zajrzeć do pubu/kawiarni, czy też zjadać różne pyszności, na jakie traficie. Możecie trafić też na różne karuzele, czy podobne atrakcje: 😀

IMAG1907.jpg

Ta wycieczka poświęcona była więc głównie sklepom (choć nie kupiłam jakoś dużo) i spacerowi po uliczkach ozdobionych lampkami i wszelkiego rodzaju ozdobami świątecznymi. Naprawdę było warto. Jednak jeszcze tu wrócę, aby zwiedzić resztę ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s